Cora Bright
29.02.1992
Akademia Magiczna
sukkub
sukkub
Cora to angielka, która nie może szczycić się swoim pochodzeniem. Jest owocem przelotnego romansu aktorki teatralnej z reżyserem. Powodem, który zniszczył kobiecie karierę. Tworem obdarzonym nienawiścią już od dnia jego narodzin. To,że była niechciana odczuwała na każdym kroku. Nigdy nie dostrzegała czułych gestów ze strony matki, czasem miała wrażenie, że sąsiadki kochają ją bardziej od niej. Panna Bright tłumaczy sobie, że właśnie dzięki tym przeżyciom odkryła w sobie taką a nie inną zdolność. Od tej chwili jedną z najważniejszych rzeczy dla niej stał się dotyk. W szkole jest już od czterech lat. Ucieczka okazała się najlepszym rozwiązaniem. Odkąd wyjechała na jej konto co miesiąc wpływa pewna suma, którą matka wynagradza ją za jej zniknięcie. Jak widać było jej to na rękę. Nie spędza czasu tylko w szkole, po południu pracuje w jednym z barów jako kelnerka. Odkłada sobie pieniądze, ponieważ nie wie co chce robić w życiu. Nie ma planów, zabezpieczenie finansowe daje możliwość większego wyboru.
Panna Brigth jest osobą pełną sprzeczności. Kiedyś była dziewczynką przepełnioną platoniczną miłością do matki. Przerodziła się w kobietę, którą wszyscy po dłuższej znajomości po prostu unikają. Potrafi jednego dnia być dla Ciebie miła ale niewykluczone jest to, że przy następnym spotkaniu będzie chciała zmieszać Cię z błotem. Nie potrafi panować nad swoimi emocjami, szczególnie nad złością. Często chodzi naburmuszona i obrażona na cały świat. Jest niezdecydowana. Często postępuje egoistycznie z czego nie zdaje sobie sprawy. Zawsze jest tylko ja, ja i ja. Nie jest bezinteresowna - zawsze musi czerpać jakieś korzyści. Ale całe szczęście w Corze możemy dostrzec również kilka pozytywnych cech takich jak ambicja i determinacja w dążeniu do celu. Wszystko zależy od tego czy przypadniesz jej do gustu. Chociaż często ma tak, że im kogoś bardziej lubi tym jest bardziej wredna i cyniczna. Na tym właśnie polega paradoks żywota panny Bright.
____________________________________________________________________
W tytule ukochany Żulczyk. Co do wątków i powiązań to bardzo chętnie. Ostrzegam, że nie lubię wątków związanych z wpadaniem na siebie itp. Wolę prowadzić ich mniej, ale żeby były interesujące. Jeśli Ci nie odpiszę to się upomnij, mogłam zapomnieć albo po prostu nie wiedziałam co odpisać; jeśli chodzi o to drugie to zawsze staram się informować o tym autora. Nie wiem czemu ale naszła mnie ochota na jakiś głupi związek bądź trójkąt miłosny. Ktoś jest na tyle odważny aby podjąć się tego pomysłu?
[ Jak mi powiesz o co chodzi z trójkątem to na to pójdę :D]
OdpowiedzUsuńWitam w imieniu administracji i życzę miłej zabawy ;)
OdpowiedzUsuń[ Dziękuję i również witam :D]
Usuń[no to ja też chce wiedzieć o co chodzi z trójkątem ;d]
OdpowiedzUsuń[ A jakby tak połączyć Corę z Frida i z Jakiem i do tego jeszcze Fridę z Jakiem i Jake'a z Fridą i Corą?:D]
OdpowiedzUsuń[ Hahahaha, racja :D Ale ogólnie możemy je połączyć w toksyczną przyjaźń bo nie wiem czy Frida wytrzyma z Corą dłużej niż kilka razy w miesiącu, ale za to z wielkim oddaniem!]
OdpowiedzUsuń[A może zrobimy tak: Jake będzie kręcić z Corą, ale też z Fridą. Jedna jak i druga nie bedzie wiedzieć wzajemnie o swoich zażyłościach z Jakem jednak do czasu, w końcu sie wyda, a ich przyjaźń zostanie wystawiona na próbe,Cora jednak zda sobie sprawe, że Jake owszem lubi jednak ta druga osobe z trójkątu jeszcze bardziej, i tak oto będą 2 trójkąty na raz ;d]
OdpowiedzUsuń[w zasadzie są do siebie całkiem podobni w podoejściu do niektórych spraw. co powiesz więc, żeby Cora wpadała do sklepu Davida i zawracała mu głowę? w tym pozytywnym sensie oczywiście :)]
OdpowiedzUsuń[jedziesz więc! :) powiedzmy... David robi inwentaryzacje w środku nocy, a ona postanowiła mu potowarzyszyć :)]
OdpowiedzUsuń[No tak, masz rację, to co, od czego zaczynamy? ;)]
OdpowiedzUsuń[Witam również. A wątek bardzo chętnie. Trzeba coś wykombinować.]
OdpowiedzUsuńMarcus
[Pisz jaki... xD]
OdpowiedzUsuń[Ona jest taka młodziutka! Oczywiście ja bardzo chętnie wpakuję ich w coś toksycznego, ale Marcus nigdy w życiu nie przyzna, że lubi ją pod jakimkolwiek względem! Za bardzo styrany życiem, ona zbyt... bezpośrednia (on użyłby słowa wulgarna, pewnie przez kolczyk :D). Ale możemy wpakować ich w coś bardzo ciekawego jednak, może nawet jakieś romansy, jednak nie chciałabym zaczynać od sytuacji, w której w jakiś tam sposób są już od siebie uzależnieni.]
OdpowiedzUsuń[I pomysł bardzo fajny. Uprzedzę, że na początku będzie miał do niej na pewno bardzo nieprzychylne podejście a i sam będzie bardzo odpychający, chociaż, może i niektórych to pociąga. Zaaaaczniesz?]
OdpowiedzUsuń[A idźta wy ludzie, nienawidzę zaczynać, a już druga osoba mnie w to wpakowała! Dobra, postaram się to zrobić jeszcze dzisiaj! ;/]
OdpowiedzUsuń[Zapamiętam twą obietnicę!]
OdpowiedzUsuń[ to ja odpowiadam na przywitanie uśmiechem :D piękne zdjęcie i widzę, że tutaj też córka aktorki i reżysera C: ]
OdpowiedzUsuńChanelle Snowdon
Inni nie znosili tego dnia, bo trzeba się było w końcu przyoblec w niewygodne garnitury i jeszcze dołożyć do nich krawat. Teraz ciągle nosi się jakieś zmyślne marynareczki i koszule, ale nikomu nie przychodzi do głowy, że dobre obyczaje wymagają od faceta, ażeby dołożył do tego jeszcze krawat. Taka wielka gama kolorów, tak wielki wybór. Kiedy się tak rozglądał po sali, raz po raz napotykając wzrokiem na znajomego/znajomą z pracy, doszedł do wniosku, że mogliby poubierać te krawaty chociażby tylko po to, by umożliwić mu sposobność szybkiego i bolesnego uduszenia ich. Oczywiście dla wszystkich był uprzejmy, ale każdy równie dobrze pod pierzynką tych wszystkich grzeczności mógł wyczuć nutkę wyższości, którą Atkins od zawsze lubił się posługiwać. Dzisiaj taką wyższość dało się zauważyć w jego spojrzeniu. Cały ten dzień, cały ten pomysł, cały ten apel… żałosne. Jakby wszyscy, łącznie z dyrektorem, chcieli się na siłę złapać tego, co tych wszystkich mutantów łączy z ludźmi pozbawionymi nienormalnych umiejętności. To oczywiście nie tak, że traktował swój dar jako przekleństwo. Po prostu wiedział, że życie bez niego byłoby możliwe, ba, łatwiejsze, bo nie miałby żadnej brudnej tajemnicy. Przynajmniej żadnej brudnej tajemnicy tej wagi. Co najwyżej mógłby się bać, że sąsiedzi dowiedzą się o jakichś niemoralnych odwiedzinach równie niemoralnych pań o niemoralnych porach.
OdpowiedzUsuńNo to wszyscy bawmy się w tę szopkę. Aula była nawet ozdobiona jakimiś kolorowymi plakatami – pewnie robota najmłodszych uczniów. Jeszcze się nie zaczęło, ludzie dopiero się gromadzili, a on już był znudzony. Szedł wolno po schodach, coraz niżej, co jakiś czas ktoś się z nim witał, albo proponował, by usiadł obok, ale on zręcznie odmawiał. Jeśli zaszyje się gdzieś na dole, łatwiej będzie się wymknąć. Miałby problemy, gdyby szefostwo dowiedziało się, że się nie pojawił. A tak, twarz pokazał, nikt nie zobaczy, że wychodzi, więc upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Plan w każdym aspekcie idealny. Oparł się zatem gdzieś tam przy samej scenie, zaraz obok drugich drzwi, z których dzisiaj nikt nie korzystał.
Nonaszalancko założył ręce na piersi i czekał na rozpoczęcie. Przez kilka kolejnych minut zbierała się reszta szanownego (ale jakże irytującego) grona pedagogicznego, dalsze miejsca zajęli uczniowie, którym chciało się przyjść, bo owy dzień był dniem wolnym od szkoły. Zabawne, niby jednostka edukacyjna tak odrębna i niezależna, z własnymi tradycjami, a wszystko wyglądało dla Marcusa jak tania podróbka podobnego dnia w zwyczajnej szkole. Jakby się bali. Wszyscy tutaj udawali przepełnionych dumą, ale Atkins dobrze wiedział, że od dumy silniejszy jest strach.
W końcu wszystkie niepotrzebne rozmowy się skończyły. Na podest wystąpiła jakaś przedstawicielka najstarszej klasy, wygłaszając smętną gadkę o wdzięczności i szacunku dla zawodu nauczyciela… bla, bla, bla. Mogłaby skończyć po trzech słowach. Całe dziesiątki pozostałych wydawały się wielkim rozwinięciem tego, co wypluła z siebie na początku. Potem wyszedł dyrektor, dziękując i w dużym skrócie omawiając osiągnięcia wszystkich pracowników. A potem zapowiedział występy.
[zaczne, zaczne! <3 ale jutro! <3]
OdpowiedzUsuńSkrzywił się. Tak, dziwny grymas pojawił się na jego twarzy, gdy pojawiła się na scenie pierwsza uczennica. Bił od niej ten rodzaj wulgarności, którego Marcus nienawidził. Ta fala protestu młodych ludzi, której nigdy nie rozumiał. Zmierzył ją uważnym, pełnym dystansu spojrzeniem. Zazwyczaj po takich spojrzeniach każdy był na straconej pozycji. Ale potem zaczęła śpiewać. Barwa dokładnie taka, jaką uwielbiał. Jakby oglądał dobry amerykański film ze starego Hollywoodu. Ktoś z taką barwą mógłby w nim przy fortepianie i śpiewać, śpiewać… Zawsze był wrażliwy na muzykę, więc w końcu się po prostu wyłączył, patrząc tylko na jej usta i wsłuchując się w dźwięki. Akcent miała brytyjski, więc również nie była stąd. Tekst mu oczywiście nie odpowiadał. Zupełnie nie w jego guście, ale czasami lepiej skupić się nad formą. Nie klaskał. Nawet w teatrze zdarzało mu się nie klaskać.
OdpowiedzUsuńPotem usiadła gdzieś w pobliżu, sprawiając wrażenie znudzonej całą sytuacją.
- Boba Dylana polecałbym ci wykonywać z taką barwą, brzmiałoby naprawdę ciekawie. Bo dzisiejszy repertuar… mało wyszukany – rzucił krótko, nawet na nią nie patrząc. Zamknął oczy, policzył do trzech, zastanawiając się, kiedy pojawiły się czasy, w których młodzież bez konsekwencji może się w szkole na apelu obmacywać . Jasne, jedni nazwą to tańcem, ale po co ocierają się o swoje krocza? Niby nie jest zbyt stary, niby jest facetem, ale pewne rzeczy po prostu mu nie odpowiadały. Dziewczyna na scenie mogła mieć najwyżej szesnaście lat. Nie takimi sprawami powinna zajmować się w wolnym czasie. Postanowił znaleźć jej mentora , dowiedzieć się, jaką zdolnością dysponowała i dać mu drobny wykład. Atkins często nie stosował się do własnych zasad. Na przykład, nawet gdyby mentor okazał się osobą sporo od niego starszą, nie miałby problemów ze zmieszaniem go po czymś podobnym z błotem.
Bez słowa kiwnął dziewczynie głową, wiedząc, że ona pewnie zaraz też daruje sobie całe to przedstawienie – cała jej sylwetka jakby rwała się do wyjścia. Cóż. On w tej chwili na przykład już nie myślał o wychodzeniu, a właśnie to robił. Żadnych okien, które wychodziłyby od tej strony, więc jeszcze oparł się o mur, wyciągnął papierosa i zapalił. Wciąż słyszał hałas (muzyką nie da się tego nazwać), potem krótka fala oklasków i kolejny występ. Mógłby to być nawet gadający pies, i tak nie wszedłby tam drugi raz.
Więcej dnia wolnego równa się więcej czasu do spożytkowania na naprawdę ważne sprawy. Mógłby opracować jakiś nowy przepis do restauracji. Albo po prostu posiedzieć w domu, co i tak byłoby ciekawszą rozrywką. Owszem, lubił zasady i tradycje, ale tylko takie, które coś za sobą niosły.
- Cholera jasna, nie można spokojnie zapalić – mruknął do siebie, zerkając na papierosa. Każdego człowiek trochę żałował marnować, chociaż w paczce było jeszcze dziesięć. Myślało się wtedy o tych chwilach, kiedy nie miało się żadnego pod ręką, a tak bardzo trzeba było wciągnąć ten uzależniający dym do płuc. Kiedy jego ojciec umierał na raka, obiecywał sobie, że nigdy nie zapali a teraz proszę, pod pantoflem nikotyny od jakichś… ośmiu lat? Chyba tak.
OdpowiedzUsuńWracając jednak do tego jednego konkretnego papierosa. Miał przed sobą jeszcze długi żywot, więc nie potraktuje go swoim butem. Zajrzał do środka. Miejsce, w którym dziewczyna siedziała było idealnie osłonięte, nikt nie zauważy jeśli…
- Zrób to dla mnie - rzucił tylko, wciskając jej do ręki papierosa. To był bardziej nakaz niż prośba, chociaż samo połączenie słów mogłoby uchodzić za to drugie. Rzadko też używał znaku zapytania na końcu swoich wypowiedzi. Częściej wymagał i oczekiwał niż prosił.
Poprawił jeszcze marynarkę i szybkim krokiem przeszedł do tej bardziej oficjalnej części sceny, coby nie wydawało się dziwne, ze wyłania się nagle z mroku. Wbiegł na scenę, wymienił uprzejmości z najlepszą uczennicą obdarzoną talentem teleportacji . Przyjął też jakieś pudełeczko, wcale nie zastanawiając się nad tym, co takiego jest w środku. Bardziej intensywnie myślał o porzuconym papierosie. Właściwie dobrze, że nie zdążył wyjść poza teren szkoły. Dyrektor byłby naprawdę niepocieszony…
Do mikrofonu rzucił szybko jakimś dobrym cytatem na każdą okazję, uśmiechając się pierwszy raz tego dnia. Rzadko się uśmiechał, ale miał na tyle wyczucia, by wiedzieć, że w niektórych sytuacjach warto to robić, bo wszystko się człowiekowi zwróci. Jego papieros będzie bardziej popiołem niż tytoniem, ale dyrektor da mu na jakiś czas spokój.
Potem padło nazwisko jeszcze jakiegoś nauczyciela, a on mógł zejść ze sceny. Nikt na niego nie patrzył tylko słuchał kolejnego mentora, zatem bez problemu dotarł do dziewczyny. Wcześniej wsunął pudełeczko do kieszeni spodni, już wtedy wiedząc, że zapomni o nim do końca dnia, co najmniej.
Puste gesty? Nie. Więc puste prezenty też nie.
Nałogi. Miał ich sporo, większość takich, do których nie przyznawał się sam przed sobą. O ile palenie nie było czymś do końca złym, prawie każdy z nas posiada nałóg, który sprawia, że jest się bardziej żałosnym człowiekiem. Nie myślał o takich sprawach, bardziej skupiał się na całym świecie i bardzo rzadko rozmawiał w myślach sam ze sobą o sobie. Kiedyś na pewno zdarzało się to częściej.
OdpowiedzUsuńJako dzieciak nie palił. Dokładnie jednak pamiętał swojego pierwszego papierosa. To było jak pierwszy seks. Trochę przerażające, że to porównuje? Możliwe, ale rozpatrywał to w podobnych kategoriach. Oba to przyjemności, których zażywa się raz na jakiś czas po to, żeby cię nie rozpraszały (trochę wkraczanie na samą definicję nałogu). Bardzo rzeczowe podejście do sprawy, idealnie obrazujące podejście Marcusa do życia. Żadnej kobiecie nie powiedział nigdy, że ją kocha i nie zapowiadało się, że podczas najbliższych lat to zrobi, ale oczywiście nie przeszkadzało to w robieniu z tymi kobietami pewnych rzeczy. I to nie tak, że ich nie szanował. Szanował każdą swoją partnerkę, każda znała zasady i wiedziała, na co się pisze. Żadnej nigdy niczego nie obiecywał i z każdą starał się rozstawać w dobrych nastrojach.
Wrócił w końcu do dziewczyny, patrząc z lekkim zawodem na papierosa. Myślał, że poszło mu trochę lepiej. – Wyrzuć go - rzucić krótko, wiedząc, że straci więcej czasu na wyciągnięcie i podpalenie kolejnego papierosa niż na spalenie tego, który się jeszcze w jej palcach żarzył. Machnął lekko ręką, jakby chciał odpędzić od niej dym, który zdołał się wokół niej nazbierać przez ten krótki moment.
Wszyscy nauczyciele dostali już swoje żałosne prezenty i oto następował teraz na scenie najnudniejszy element całego programu – wypowiedzi seniorów, ludzi, którzy skończyli już pracę w akademii. A także paru zasłużonych uczniów, którzy obowiązkowo mieli mówić o tym, jak wiele ta szkoła zmieniła w ich życiu.
Już miał się z tą pannicą żegnać, kiedy doszedł do wniosku, że dziewczęta w tym wieku nie mają problemów z plotkowaniem. Zaraz mogłaby spotkać jakąś koleżaneczkę i podzieliłaby się z nią, że oto pan Atkins palił podczas całej imprezy. Zły pomysł. Więc zaraz zatrzymał się, chociaż wykonał już kilka kroków do drzwi.
- Jeśli chcesz, mogę cię gdzieś podwieźć – zaproponował krótko. – Każdy zasługuje na to, żeby szybciej stąd dzisiaj wyjść…
[ Dziękuję :)]
OdpowiedzUsuńEoin
[Dawej wątka]
OdpowiedzUsuńJanuary twój kochany
Jake kiedyś był chłopakiem, który bez większych oporów zawierał nowe przyjaźnie. Jak spłatka szło mu zawieranie nowych znajomości, a ludzie zdawali się do niego lgnąć. Może to przez jego wesołe i pozytywne usposobienie, a może to po prostu coś, co nazywało się urokiem osobistym. Tak było jednak kiedyś, kiedy był młody i głupi, a przecież wiele się zmieniło. Przede wszystkim on sam, jego zachowanie, jego podejście do życia. Stał się większym gburem, miał większy dystans do świata i znacznie rzadziej wychodził do ludzi. Może to zasługa twardej dyscypliny, którą wprowadzili dowódcy w jednostce, a może po prostu sam Jake stał się bardziej okiełznany. Na początku swojego przyjazdu do Annapolis z Akademii praktycznie nie wychodził, a wyjątkiem były jedynie przepustki, w których odwiedzał syna, teraz znacznie częściej wychodził do miasta i można rzec, że się uspołeczniał. Te małe miasteczko nadal jednak było dla niego obce i czuł się tu zdecydowanie jak intruz. Zimne powietrze dość brutalnie wtargnęło pod materiał jego kurtki, co przyprawiło go o lekkie dreszcze. Na całe szczęście, miejsce do którego miał zamiar się udać, nie było specjalnie daleko. Mała kawiarenka, w jednej z uroczych renesansowych uliczek zdawała się być idealnym miejscem dla strapionego wędrowca. Kiedy tylko pomyślał o gorącej czekoladzie i szarlotce, która będzie uwieńczeniem dzisiejszego wieczora, aż poleciała mu ślinka. Pchnął drewniane drzwi, a dzwoneczek usytuowany nad nimi oznajmił wszystkim o jego obecności. Uśmiechnął się lekko widząc w kącie Core. Nie znali się zbyt długo, właściwie to tylko kilka tygodni, w których to widzieli się kilkakrotnie, ale zawsze było miło mieć tu kogoś z kim może porozmawiać i spędził miło czas. Stanął przy stoliku rozpinając zamek swojej kurtki i uśmiechnął się lekko.
OdpowiedzUsuń- Witam panią, mogę się przysiąść?
Jake
[ Hm, możemy pociągnąć to z bawieniem się jego uczuciami, ale zanim Cora by go w sobie rozkochała to by trochę czasu minęło, bo bardzo zamkniętą w sobie osobą jest.]
OdpowiedzUsuńEoin
[widze ludzi wywiało. ;<]
OdpowiedzUsuńJD