czwartek, 5 grudnia 2013

"Dobry humor to mój brat"



January Dorian 
23 lata 
pomocnik kucharza w jednym z tutejszych mini barów 

Urodzony i wychowany w Annapolis przez dobre małżeństwo. Matka pracuje jako aptekarka, a ojciec w elektrowni. Jest starszym bratem niejakiej Liverpool. Rodzina być może nie należy do bogatych, ale bardzo zżytych ze sobą. Członkowie familii Dorian są ze sobą związani i często ze sobą rozmawiają. Szczęśliwa rodzina. Szczęśliwy jest też sam January, który znosi swój nie najgorszy los cierpliwie i powoli stara się rozwinąć skrzydła na kuchennym niebie. Ciężko pracuje na sukces i pragnie, by kiedyś w przyszłości dostrzeżono jego talent i mógł pracować w najlepszych restauracjach na świecie. Nowy Jork, Paryż, Walencja to jego marzenia. Dziewczyna z liceum okazała się nie być tą jedyną, mimo wielu lat związku. Samotność stała się jego drugą siostrą. I jak na razie nie narzeka. Widocznie życie bez kogoś przy boku jest jego drugą naturą.
Jest tak prostolinijnym człowiekiem, że trudno cokolwiek o nim powiedzieć. Jest wysoki i piegowaty. Ma sztywne blond włosy i oczy, które są albo zielone albo niebieskie w zależności od otoczenia. Często się uśmiecha. Mimo dwudziestu trzech lat nosi na zębach aparat, bo dopiero teraz na niego zarobił. Sepleni trochę. Trampki i dresowa bluza jego kompanami. Wesołek, choć miewa smutne dni. Małomówny, ale jak już mówi to konkretnie. Przecież inni są od mówienia, on od słuchania...


[Nie wiem jak wam przedstawić mojego JD więc karta nijaka. Jaki jest wyjdzie w praniu. 
Zdjęcie może kiedyś zmienię, może nie. Znalazłam je na tumblr'ze. 
Tak, że ten, zapraszam do wątków ;)
ah! w tytule Knap]

Mów mi dobrze dobrze mi mów Łaskocz czule warkoczem ciepłych słów Wilgotnym szeptem przytul mnie I mów mi dobrze nie mów mi źle

Eoin Marks
Urodził się dwadzieścia dwa lata temu – szóstego grudnia – w Annapolis. Jest synem kwiaciarki oraz hydraulika. Ma dwie młodsze siostry- Anabeth oraz Annalise. Uczęszcza do Akademii Magicznej, gdzie jeszcze prze rok będzie uczył się jak panować nad odziedziczoną po dziadku moc pirokinezy. W wolnych chwilach pracuje jako barman w Annapolis, a po ukończeniu szkoły marzy mu się wstąpienie do armii.

22 lata
Akademia Magiczna
pirokineza
wolny


Afiliacje | Notki

Cześć :)
cytat w tytule : Happysad „ Mów mi dobrze”
zdjęcie: tumblr
wątki : od średnich
powiązania : wszelkiej maści
odpisuję zawsze po kolei
wolę zaczynać

środa, 4 grudnia 2013

Ja już nigdy się nie zmienię.


Lesbian for Kaya
Meredith Wilson
18 sierpnia 1994 rok
Psychokineza
Uczennica Akademii Magicznej

"Tamten dzień, kiedy zniknęła, pamiętam jakby to było jeszcze dzisiaj. Pamiętam jak siedzieliśmy nad brzegiem rzeki, a ona wystawiała twarz do słońca. Promienie delikatnie muskały jej skórę, a ona siedziała cicho, od czasu do czasu przesuwając palcami po trawie. Nie miałem pojęcia, że tego samego wieczoru jej nie będzie.
Meredith zawsze była znana z tego, że wplątuje się w jakieś kłopoty. Tym razem było tak samo. I choć mówiła mi, że za niedługo będzie musiała wyjechać, ja nie chciałem w to wierzyć. 
Odprowadziłem ją do domu, pocałowałem. Tak jak każdego wieczoru. W jej oczach widziałem smutek, żal, chociaż ona za wszelką cenę próbowała to ukryć. Jednak na marne, nie udało się. Następnego dnia już jej nie było. Zabrała ze sobą wszystko, zostawiając mi jedynie wspomnienia"

Zawitała do Annapolis dokładnie rok temu, czując że w końcu znalazła miejsce dla siebie. Informację o Akademii zasłyszała gdzieś w Michigan. Wszystko postawiła na jedną kartę. Zostawiła chłopaka, kilkoro przyjaciół. Spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, zostawiła rodzinie list na stole, a potem znikła jak gdyby nigdy nic próbując odnaleźć drogę do samej siebie. I choć usilnie stara się zapomnieć o wszystkim i skupić się na nauce, coraz częściej zaczęły nawiedzać ją wspomnienia. 

________________________________
________________________________
cześć, lubimy wątki. 

wtorek, 3 grudnia 2013

You're on your way to a foreign land, now's the time to do what you can, You're in the army now.

You'll be the hero of the neighbourhood
Counting the days till you're back for good.
You're in the army now
John Turman, stopień kapitana w marynarce wojennej Stanów Zjednczonych, trzydzieści trzy lata na karku, w Annapolis przeszło dwa lata, od ponad dwudziestu czterech miesięcy pozostaje w stanie spoczynku, przez co z bezsilności wykłada na US Naval Academy, wraz ze swoją wierną towarzyszką- złotą rybką, zamieszkuje małe mieszkanko w starej kamienicy w centrum miasta, czasem dla zabawy lubi wypić za dużo whiskey w pobliskim barze i potem na czworaka wracać do domu, lekko kuleje 

Shots ring out in the dead of night
The sergeant calls: "Stand up and fight!"
 You're in the army now

Nie chciał związać swojego życia z wojskiem, nie chciał bronić honoru swojego kraju i narażać swojego życia. Chciał zostać adwokatem, grzać swoje dupsko w skórzanym fotelu w swoim wielkim gabinecie i nachalnie wpatrywać się w biust swojej sekretarki. Chciał bronić łotrów i trzepać na tym niezłą kasę. Jego życiowe plany legły jednak w gruzach, a może po prostu był zwyczajnie za głupi i za uczciwy na to, żeby notorycznie robić coś wbrew swojej moralności. Ojciec zmarł, kiedy był jeszcze małym chłopcem, sierotą został w wieku osiemnastu lat, kiedy matka przegrała walkę z rakiem. Był niczym Kevin sam w domu, dokładnie tak samo jak główny bohater, miał dużą posiadłość i nie mógł na nikogo liczyć, ewentualnie tylko na siebie. Skończył liceum, z kiepskimi ocenami nie dostał się na wymarzone studia, przez długi okres czasu szukał pracy, a pozostawione przez rodzicielkę fundusze topniały z dnia na dzień. Jedynym rozwiązaniem było wstąpienie do armii, przeszedł testy sprawnościowe, które zdał bez zarzutu, testy psychologiczne, które wypadły u niego nieco gorzej i tak oto stał się żołnierzem bez powołania, który byłby skłonny na początku swojej wojskowej kariery pójść z terrorystą na piwo aniżeli go zabić. Ale priorytety się zmieniają, a charakter człowieka nieustannie się kształtuje. Obraz wojny, nędzy i rozpaczy, a przede wszystkim śmierci spowodował, że z wrażliwego chłopaka o ogromnych marzeniach stał się twardym, mężnym ale przede wszystkim bezuczuciowym mężczyzną. Trudno jest go złamać, trudno wywołać u niego empatię. Nie płaczę, nie smuci się, nie wylewa na światło dzienne tego co go boli, tego co dręczy. Tłamsi wszystko w sobie i doskonale wie, że kiedyś wybuchnie, niczym bomba z samozapłonem i zmiecie wszystko i wszystkich w zasięgu swojego wzroku. Po tym jak dwa lata temu poniósł dość poważne obrażenia na misji w Kosowie, wrócił do kraju, skierował się na przymusowe leczenie, a zaraz potem nie chcąc bezczynnie siedzieć w domu (bo przecież i tak nie miał rodziny, ani przyjaciół) postanowił skorzystać z okazji i przeprowadzić się do Annapolis. Już dobre dwa lata przekazuje swoją wiedzę jak i doświadczenie studentom tutejszej Akademii, stara się wykształcić w nich odpowiednią postawę oraz nastawienie- bo dziś już wie, że wojsko to nie zbiór truskawek w polskiej wsi, to walka o przetrwanie, o życia innych ludzi i  honor. Dopiero od niedawna zaczął otwierać się na ludzi, poznawać ich, zawierać znajomości, dopiero od niedawna zdał sobie sprawę, że wreszcie musi pozostawić przeszłość za sobą. Dopiero od niedawna wie, że jego życie może nabrać barw, jeśli tylko będzie chciał, jeśli tylko spróbuje- wie, że los leży w jego rękach i zrobi wszystko, aby wreszcie żyć normalnie. Normalnie- czyli bez obaw o swój byt, o swoje zdrowie, o innych ludzi. U boku z ukochaną osobą, a może nawet i gromadką dzieci i domu z ogródkiem, chociaż ciągle ma wątpliwości, że ktoś zechce, że ktoś zdoła pokochać kogoś tak bardzo zniszczonego obliczem wojny. 

there's so much beauty in a storm


lubiła 
wpatrywać się w czarne niebo jaśniejące przy każdej błyskawicy

lubiła
wsłuchiwać się w monotonny odgłos deszczu, obijającego się o szyby

lubiła
uśmiechać się przy każdym kolejnym grzmocie, który wywoływał delikatne dreszcze przebiegające wzdłuż kręgosłupa

lubiła
obserwować drzewa szarpane przez wiatr oraz tańczące liście, podrygujące przy każdym podmuchu

lubiła
spokój jaki przynosiły burze



Była burzą, ciskającą pioruny. Silna i władcza, równocześnie zachwycająca. U jednych wywoływała spokój, u innych przerażenie. Nieujarzmiona i dzika. 

Niełatwo było przyjąć do wiadomości, iż jest się tą inną. Teoretycznie rzecz biorąc nie różniła się niczym od swoich przyjaciółek z sąsiedztwa - idealna córeczka idealnego małżeństwa francuskiej aktorki i amerykańskiego reżysera z willą w Los Angeles i domkiem letniskowym w Marsylii. Z tą różnicą, że posiadała pewnego rodzaju dodatkową zdolność i bynajmniej nie był to szczególny talent do rysowania czy grania na fortepianie. Początkowo nie mogła pogodzić się ze swoim darem, nazywała go przekleństwem za każdym razem, gdy wymykał jej się spod kontroli. Po pewnym czasie rodzice przestali się łudzić, iż zrobią z niej normalnego człowieka i posłali ją do specjalnej szkoły w Annapolis, znajomym wmawiając słodkie kłamstwa o szkole dla wybitnych uczniów.
Po ukończeniu Akademii, postanowiła nie wracać do słonecznej Kalifornii i na stałe zamieszkać w Annapolis. Obecnie zajmuje jedno z mieszkań w najstarszej kamienicy w mieście, od września rozpoczęła pracę jako mentorka, a jej najwierniejszym i właściwie jedynym kompanem jest kocur Ombre. Żyje szybko i z dnia na dzień, ciemne włosy często są potargane przez wiatr, a szaro-zielone oczy pełne delikatnych iskierek; w jednej dłoni dzierży kubek z parującą jeszcze kawą, w drugiej telefon. Jest zabiegana, wszędzie jej pełno i na siłę stara się uszczęśliwić cały świat, zapominając o sobie.


16.01.1984 / 28 lat
mentorka telepatii


_____________________________

romanse, konflikty, daleka rodzina, wrogowie, sąsiedzi, byli partnerzy - cokolwiek, byle by nie nowe znajomości zawarte poprzez wpadnięcie na siebie na korytarzu
wątki średnie i długie
ani Chanelle, ani ja nie gryziemy, także zapraszam do powiązań c:


.

Nienawidzi tego kraju. Nienawidzi dzieciaków i kobiet, które mylą szmaty z czymś, co teoretycznie powinno zakrywać fragmenty ich ciał. Nienawidzi braku uprzejmego okazywania szacunku i niekiwania głową znajomym. Nienawidzi, gdy jakaś kobieta chce być cholernie niezależna i denerwuje się, kiedy otwiera się jej drzwi. Nienawidzi, gdy inna kobieta otwieranie drzwi bierze za zaproszenie na kolacje. Nie lubi, gdy ktoś odzywa się tylko po to, żeby mówić. Słowa są cenne, jego czas cenniejszy, dlaczego nie można pomilczeć?
Nienawidzi jedzenia tylko po to, by zaspokoić głód. Nienawidzi czekania, żeby przejść na drugą stronę ulicy. Nienawidzi znajdować na drzwiach księgarni tabliczkę z napisem zamknięte. Nienawidzi ludzi zdesperowanych. Nienawidzi ludzi, którzy nie mają nic interesującego do powiedzenia.
Cuchnie albo papierosami albo przyprawami, których używał w kuchni. Cała restauracja pachnie coraz to nowszymi i dziwniejszymi mieszankami, które najczęściej sprowadza z Azji – wielokrotnie na granicy brano go za przemytnika narkotyków, chociaż miał ze sobą tylko (aż?) idealną przyprawę do kaczki.
Nie lubi wykorzystywać swojego talentu w celach  ewidentnie przyziemnych. Lubi czuć ból stóp, kiedy przedziera się przez całe miasto, ażeby trafić do swojego zapuszczonego, ale przytulnego, domu, stojącego w miejscu, gdzie nie ma już żadnej latarni miejskiej. Na obsesję na punkcie książek kucharskich z całego świata i z każdej epoki. Zapłaci za nie każdą cenę.  Udaje, że nie zauważa braku miejsca na półkach. Książki leżą nawet w przedpokoju, w korytarzu, przed wanną, jako taborecik na butelkę wina.
Marcus Atkins. 33 lata. W miasteczku od czterech lat, od trzech mentor teleportacji. Człowiek stateczny, ale szybko ulegający wszelkim wzburzeniom i małomiasteczkowym pomówieniom (jego osoby, on plotek nie śledzi). Dyskretny, ale potrafiący wykorzystać wszystko na swoją korzyść. Najbardziej pożądany samotny kawaler w miasteczku.  Właściciel kota – chociaż mówi się, że bardziej męskimi zwierzętami są psy. Albo rybki. Zbyt staroświecki, chociaż czasami bywa tylko zwykłym cynikiem.

Dwie osoby, które dowiedziały się o jego talencie, zaginęły w dziwnych okolicznościach. Kiedyś, kiedy mieszkał jeszcze w ojczystym Londynie, przesłuchiwano go w sprawie brutalnego morderstwa. Nigdy nic mu nie udowodniono, ale z jakiegoś powodu uciekł do tego potwornego i śmierdzącego niezależnością kraju.

http://media.tumblr.com/423a4e51f0cc0e380ddb8f6c5d762e02/tumblr_inline_mn5uxzxcGa1qz4rgp.gif

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Wszyscy jesteśmy ofiarami dysfunkcji, pokoleniem końca wojny psychicznej. Jedyne wyjście to zamknąć klątwę, przestać się rozmnażać. Zabić się.


Cora Bright
29.02.1992
Akademia Magiczna
sukkub

Cora to angielka, która nie może szczycić się swoim pochodzeniem. Jest owocem przelotnego romansu aktorki teatralnej z reżyserem. Powodem, który zniszczył kobiecie karierę. Tworem obdarzonym nienawiścią już od dnia jego narodzin. To,że była niechciana odczuwała na każdym kroku. Nigdy nie dostrzegała czułych gestów ze strony matki, czasem miała wrażenie, że sąsiadki kochają ją bardziej od niej. Panna Bright tłumaczy sobie, że właśnie dzięki tym przeżyciom odkryła w sobie taką a nie inną zdolność. Od tej chwili jedną z najważniejszych rzeczy dla niej stał się dotyk. W szkole jest już od czterech lat. Ucieczka okazała się najlepszym rozwiązaniem. Odkąd wyjechała na jej konto co miesiąc wpływa pewna suma, którą matka wynagradza ją za jej zniknięcie. Jak widać było jej to na rękę. Nie spędza czasu tylko w szkole, po południu pracuje w jednym z barów jako kelnerka. Odkłada sobie pieniądze, ponieważ nie wie co chce robić w życiu. Nie ma planów, zabezpieczenie finansowe daje możliwość większego wyboru. 
Panna Brigth jest osobą pełną sprzeczności. Kiedyś była dziewczynką przepełnioną platoniczną miłością do matki. Przerodziła się w kobietę, którą wszyscy po dłuższej znajomości po prostu unikają. Potrafi jednego dnia być dla Ciebie miła ale niewykluczone jest to, że przy następnym spotkaniu będzie chciała zmieszać Cię z błotem. Nie potrafi panować nad swoimi emocjami, szczególnie nad złością. Często chodzi naburmuszona i obrażona na cały świat. Jest niezdecydowana. Często postępuje egoistycznie z czego nie zdaje sobie sprawy. Zawsze jest tylko ja, ja i ja. Nie jest bezinteresowna - zawsze musi czerpać jakieś korzyści. Ale całe szczęście w Corze możemy dostrzec również kilka pozytywnych cech takich jak ambicja i determinacja w dążeniu do celu. Wszystko zależy od tego czy przypadniesz jej do gustu. Chociaż często ma tak, że im kogoś bardziej lubi tym jest bardziej wredna i cyniczna. Na tym właśnie polega paradoks żywota panny Bright. 


____________________________________________________________________

W tytule ukochany Żulczyk. Co do wątków i powiązań to bardzo chętnie. Ostrzegam, że nie lubię wątków związanych z wpadaniem na siebie itp. Wolę prowadzić ich mniej, ale żeby były interesujące. Jeśli Ci nie odpiszę to się upomnij, mogłam zapomnieć albo po prostu nie wiedziałam co odpisać; jeśli chodzi o to drugie to zawsze staram się informować o tym autora. Nie wiem czemu ale naszła mnie ochota na jakiś głupi związek bądź trójkąt miłosny. Ktoś jest na tyle odważny aby podjąć się tego pomysłu?

She has the kind of smile that says "You don't know me, and you never will.".

Frida van Lagen, trzydziestodwuletnia holenderka urodzona w Amsterdamie we wigilię. Mentorka pirokinezy. Do Annapolis została wysłana w wieku sześciu lat, gdy po raz pierwszy poprzez tupnięcie nogą i karę, którą wyznaczyli jej rodzice zapaliła świeczkę. Została wysłana do babci, która już wtedy miała zaszczyt uczyć innych uzdolnionych, tego co tak naprawdę potrafią robić najlepiej.
Z zamiłowania malarka, w miasteczku właścicielka galerii sztuki, gdzie niechętnie wystawia swoje prace, woli zachwycać się cudzymi. 
Romantyczka, kobieta niebywale silna, a także tajemnicza. Nie lubi otwierać się na innych, ale bardzo lubi tequile oraz pączki. Papierosy pali zapewne tylko dlatego, że nie potrzebuje do tego zapalniczki. Brakuje jej jakichkolwiek zasobów cierpliwości, w nerwach zdarzy jej się coś podpalić. Uwielbia stare filmy i wysokie obcasy. Wielka zazdrośnica i histeryczka.

" Wydaję mi się, że nigdy w życiu nie widziałam osoby, aż tak zafascynowanej tym co robi. Gdyby postawić ją w pokoju z piątką innych osób, które także potrafią panować nad ogniem jestem w stu procentach pewna, że to oczy Fridy będą najbardziej przepłnione szczęściem. Bo ona miała cholerne szczęście, nie patrząc już na to, że rodziców pamięta tylko ze zdjęć, miała szczęście móc szkolić swoje umiejętności od samego dzieciństwa. Zaczęło się od świeczek, a aktualnie może przyprawić kogoś o gorączkę. To święta prawda, że praktyka czyni mistrza. I to wszystko naprawdę nie było łatwe, patrzenie na to jak niecierpliwość Fridy spala kolejne krzesła, stoły czy pomieszczenia było niewiarygodnie trudne, a ona sama miała ochotę to wszystko rzucić w cholerę. Może to i lepiej, może teraz, kiedy jest wystarczająco dojrzała, będzie potrafiła przekazać swoim uczniom jak wiele pracy potrzeba by dotrzeć do tego punktu w którym ona teraz się znajduje. Przecież nadal nie potrafi wszystkiego, nadal nie do końca panuje nad swoimi zdolnościami. Wydaję mi się, że rzucenie jej na głęboką wodę jest tym czego jej trzeba, wielką odpowiedzialnością. 
W życiu spotkałam wielu Ogników, każdy ogień kieruje się przecież czymś innym, Fridę spotkała jedna z najgorszych możliwości - emocje. Dopóki ona sama nie zazna spokoju ducha, jej ogień nigdy nie przestanie być dziki.
Chciałabym znaleźć dla niej oazę spokoju, najlepiej mężczyznę do którego będzie mogła przybiec, tak jak teraz biegnie do mnie, gdy życie znowu jej się zawala, chciałabym znaleźć dla niej oparcie, które będzie dla niej, kiedy mnie zabraknie, a to przecież już niedługo. To straszne, że nic w jej życiu nie jest pewne, że jedyną rzecz, która jej została jest zdolność, która każdemu innemu utrudnia tylko życie, a Fridę wprowadza w wielką sastysfakcje.
Trudno jest być Fridą, i nawet jak, nieważne jak bardzo kocham moją wnuczkę, gdybym miała wybierać nigdy nie chciałabym być właśnie nią. Ten charakter jest gorszy niż ogień, ogień co prawda nie jest przewidywalny, ale zawsze można go ugasić. "

[ Karta miała wyjść inna, poprawię ją jutro lub na dniach bo raczej mi się nie podoba. Serdecznie zapraszam do mojego emocjonalnego bałaganu ;) Fridka nie gryzie, słowo.]

Nie mam pojęcia co się stało ze mną coś zamieniło światło w ciemność - Negatyw.

Jake Huard
26 lat | jeszcze tylko kilka miesięcy dzieli go od uzyskania miana podporucznika marynarki | ojciec czteroletniego Brandona | rodowity teksańczyk | w Annapolis ponad trzy lata 

Is this the real life? Is this just fantasy?
I'm just a poor boy, I need no sympathy. Because I'm easy come, easy go, little high, little low.
przepis na szaleńca, czyli wariat w sosie własnym
Przedstawiam wam Jake’a Huard’a, mistrza złych decyzji, całkowicie nieodpornego na uciechy czyhające w dorosłym życiu. Idealny przykład na to jak zejść na złą drogą i już nigdy nie wrócić na tą dobrą.
Aby zrobić z kogoś szaleńca wcale nie potrzeba tak wiele ani składników, ani tym bardziej czasu. Chcecie przepis? Proszę bardzo!
Przyszykujcie duży kocioł, potencjalnego szaleńca, a następnie dodajcie szczyptę rodziny odbiegającej od normalnych standardów. Ojca, dziadka i wuja żołnierzy amerykańskiej armii, zasłużonych dla kraju, szanowanych w miejscowej społeczności, ale i całym kraju. Matkę, babkę, ciotkę- które bez słowa sprzeciwu godzą się na wszystko, a na deser dwójkę rąbniętego rodzeństwa, rozpieszczoną siostrzyczkę i zapatrzonego w siebie brata bliźniaka. Wymieszaj to wszystko, a już uzyskasz niezły galimatias, pełen kłótni, życiowych rozterek i niespełnionych aspiracji. Dodaj do tego także Jakea, chłopca z pozoru normalnego jednak przez brak wychowujących go rodziców, a jedynie niańki całkowicie zdziczałego, który już w wieku piętnastu lat wdaje się w bójkę z synem dyrektora, swojej własnej szkoły i chwilę później zostaje z niej wydalony. Następnie wyślij go do najlepszego liceum w Waszyngtonie łudząc się, że zrobią tam z niego ludzi. Aby szaleństwo urosło do większych rozmiarów owemu paniczowi kup apartament w centrum miasta bo przecież Cię stać, przelewaj mu sumkę pieniędzy na konto i daj najnowszy model BMW, żeby mógł wyrywać na niego dziewczyny, łudź się, że to pomoże mu wreszcie znormalnieć, a później zejdź na ziemię. Bo żeby stać się wariatem potrzeba wszystkiego co najlepsze, wszystkiego co będzie spełniało twoje zachcianki, aby potem móc z czystych nudów popaść w szemrane towarzystwo, bo kujoni na szkolnych korytarzach wcale nie są dobrą partą na wiernych przyjaciół. Aby stać się wariatem potrzeba grupki złych dzieciaków, trochę narkotyków, alkoholu i imprez do białego rana, z seksem z przypadkowymi dziewczynami w tle. Kiedy już to wszystko masz i odczekasz rok jesteś wariatem jednak nie na tyle dużym aby ktoś mógł to odkryć, łatwo to maskujesz. Żeby jednak wariat stał się wariatem trzeba czegoś więcej. Owy wariat w początkowym stadium, bo tak można go nazwać, musi rzucić szkołę, ot tak, bo ma taki kaprys, następnie wyruszyć w podróż po kraju, aby potem po roku owocnych wędrówek, z pustym kontem i kieszeniami wrócić z podkulonym ogonem. Aby przez wizję chociaż drobnych sum od rodziców zwariować jeszcze bardziej musi wrócić ponownie do szkoły. Udawać normalnego i grzecznego. Poznać miłość swojego życia, być z nią bardzo szczęśliwym. Z tego szczęścia trochę się naćpać, raz, drugi trzeci, w porywach do kilkunastu. Ponownie popaść w nałóg. Stać się agresywnym dupkiem, który szarpie swoją dziewczynę. Zaniedbać szkołę. Zerwać z nią. Odseparować się od wszystkich znajomych. Żyć w pojedynkę. Mieć myśli samobójcze. Uwielbiać amfetaminę o poranku, na obiad i na kolację. Chować pistolet pod ubraniami w szafie. Być zerem. Uciekać przed typami spod ciemnej gwiazdy. Dowiedzieć się nagle, że była dziewczyna zginęła w wypadku, a jedyne co Ci po niej zostało to wspomnienia i roczny chłopczyk, który jest owocem waszej miłości. I nagle wariat musi przestać być wariatem, bo na jego barki spada wielka odpowiedzialność. Odpowiedzialność bycia ojcem i dawania przykładu komuś dla kogo jesteś wszystkim, a przecież nikt nie chce wychować złodzieja czy mordercy. Należy oddać malca pod opiekę rodziców i zgodnie z ich wolą jak i rodzinną tradycją, wstąpić do wojska, a raczej do Akademii Wojskowej, łudząc się, że zrobią tam z niego ludzi.

Cry me a river
All of these things people told me .Keep messing with my head, messing with my head. You should've picked honesty. Then you may not have blown it.
kodeks bycia draniem według Jake’a Huard’a
Każdy szaleniec, nawet ten największy zasługuje na to żeby się kiedyś zakochać. I chociaż on jest wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, jego druga połówka trafia niczym kulą w płot. Bo On wcale nie jest dobrą partią na kogokolwiek, a już na pewno nie partnera. Początkowo jest jak w bajce. Ukradkowe spojrzenia na szkolnych korytarzach, później kawa gdzieś na mieście, parę spotkań i rozmów o niczym. Później skradanie sobie całusów, całe noce spędzone na oglądaniu filmów czy spacery po parku w niedzielne południe. Później z upływem czasu snucie planów na przyszłość, na wspólne mieszkanie ze sobą w trakcie studiów, może kiedyś założenie rodziny. Aby przez jedno głupie zdarzenie całkowicie to zaprzepaścić. Aby z sielanki wspólne życie zmieniło się w piekło. W ataki zazdrości z jego strony, wieczne karczemne awantury, szarpanie swojej ukochanej i kilkakrotnie uderzenie jej. Bycie w amoku wcale nie jest wytłumaczeniem. Jake jest draniem i to takim do kwadratu, albo do sześcianu. Bo żeby po tym wszystkim zerwać z kimś kto znosi jego ataki, kto znosi jego wybryki to jest szczyt bezczelności. I jest dupkiem, jest gnojkiem i żeby zyskać o tym jeszcze większe przeświadczenie miał zamiar wytatuować to sobie na czole, co wcale nie byłoby takim złym pomysłem. Aby dodać wszystkiemu smaczku należy dodać, że Huward wcale nie wiedział dlaczego z nią zerwał. Oczywiście, miał wrażenie, że tak będzie lepiej, może nawet i dla nich obojga, a nie tylko dla niej. Wyjechał, uciekł, chciał zapomnieć, nie było go w kraju niemal rok, a jak wrócił nie chciał jej znać. Nie chciał się z nią spotykać chociaż uparcie do tego dążyła. Omijał wszystkie miejsca, w których mógł ją spotkać. Aż nagle dowiedział się, że nie żyje. I żałował, żałował wszystkiego co zrobił w życiu, tego jak ją potraktował, sam też chciał się zabić, bo był już wrakiem człowieka, był nikim. Jednak wiadomość o tym, że ma syna jakoś pozwoliła mu się podnieść. Mały Brandon stał się jego oczkiem w głowie. Rzucił nałóg, poszedł na odwyk. Wstąpił do Akademii i chociaż jest bardzo trudno, wstaje rano z przeświadczeniem, że ma dla kogo to robić. I jest całkiem innym człowiekiem. Nie byłby jednak tym samym Jake’m gdyby nie fakt, że flirtuje z każdą nową poznaną kobietą, bo przecież nadal jest tym cholernym casanovą, który żywi się komplementami z ust pięknych kobiet. Jest niczym glizda i bardzo trudno jest się go pozbyć, nawet jeśli bardzo by się tego chciało. I może nie jest ojce idealnym, ale się stara i nawet jak czasem pod czas przepustek karmi syna czipsami i pizzą na obiad i kolację, a do tego daje mu do popicia cole, wcale nie oznacza, że się do tego nie nadaje.

Won't Be Long
Cause I can't find a thing and get it done. Raise my heart and ring my ears. So I wont be stick around in this town. That's true.
każdy kij ma dwa końce- czyli nie taki diabeł straszny jakiego z siebie robi
Każdy, nawet szaleniec ma jakieś atuty. Może na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale Jake także je posiada. Od dziecka wychowywany w duchu sportu rozwijał się w tej dziedzinie, jako że w jego rodzinie uwielbianym przez wszystkich, a raczej przez mężczyzn sportem był boks Jake wcale nie stanowił wyjątku. On jednak poza biernym oglądaniem telewizji potrafił ruszyć się z kanapy i całymi dniami przesiadywać na sali treningowej, gdzie ćwiczył jak szalony.
Obecnie jest emocjonalną sałatką, sam nie wie czego chce, gdzie chce i po co chce. Nurtują go filozoficzne idee, a siebie zadręcza pytaniami, po co żyje i jaki jest sens jego istnienia. Często korci go do tego aby znowu wciągnąć kreskę jednak wizja tego, że nie jest już odpowiedzialny za siebie skutecznie go od tego odtrąca, nie chce stracić syna, zachowuje więc pozory normalności i chyba idealnie mu to wychodzi.

...

http://guardianlv.com/wp-content/uploads/2013/11/Jennifer-Lawrence-Stalker-Deemed-Dangerous-919-2.jpg
To nie będzie historia o sierocie, która wędrowała z rąk do rąk aż znalazła miejsce u bogatego małżeństwa. Nie będzie to też historia o bitej dziewczynie, która uciekła z domu. Cassidy miała dobre dzieciństwo. Kota, brata i dwoje kochających się rodziców. Od 12 roku życia panna Evans mogła mówić do ludzi w myślach, przekazywać im obrazy, czy narzucać uczucia. Nikt o tym nie wiedział i tak miało zostać, ale jednak są na świecie ludzie ciekawscy i taki był jej były chłopak, który pół roku temu zerwał z nią, bo Cass była zbyt nieostrożna i kazała mu zrobić coś okropnego. Nikt do tej pory nie wie co to było, bo dziewczyna o tym nie mówi. Po całym wydarzeniu chłopak powiedział, że słyszał w głowie głos Cassidy, który kazał jej popełnić zbrodnię. Wtedy dziewczyna postanowiła uciec. Znalazła Akademię i tak oto od dwóch miesięcy jest uczennicą tej zacnej szkoły.
Nastolatka jest zamknięta w sobie i bardzo ciężko nawiązywać jej nowe znajomości, przez co może wydawać się oziębła, ale tak naprawdę to jej mechanizm obronny. Tak naprawdę chce być kochana, potrzebna i mieć kogoś kim ona mogłaby się opiekować. Bardzo często można ją spotkać w bibliotece gdzie czyta raz po raz listy od rodziców i brata. Jedynie on nie odwrócił się od niej całkowicie i co jakiś czas się widują. Rodzice ograniczają się do kilku słów na papierze i wysyłaniu pieniędzy na konto dziewczyny aby ta miała za co żyć. Owszem, pracuje w kawiarni w mieście, ale to nie daje takich pieniędzy jakich potrzebuje. Opłata dwupokojowego mieszkania jest dość wysoka i w dodatku trzeba z czegoś żyć, prawda? Tak więc oprócz pracy w kawiarni Cassidy zajmuje się wieloma rzeczami. Wyprowadza psy, sprząta mieszkania a nawet naprawia samochody. Istna złota rączka. Ale oczywiście jak każdy człowiek ma wady a największą z nich jest to, że nie kontroluje tego kiedy narzuca komuś swoją wolę nad czym cały czas pracuje oraz, że bardzo szybko angażuje się w związki. Może dlatego się zamyka?
Osiemnastolatka jest niewysoką blondynką o ciemnych oczach. Jej blond włosy sięgają łopatek i zazwyczaj się rozpuszczone zasłaniając twarz dziewczyny. Nastolatka ubiera się zazwyczaj na czarno a jej ulubione bytu są już w stanie ledwo nadającym się do użytku, ale nie ma serca ich wyrzucać. Uwielbia horrory, mandarynki, gorącą czekoladę oraz książki. Nienawidzi kiedy ktoś mówi jej, że coś źle zrobiła dlatego czasami dąży do doskonałości co odwraca się przeciwko niej.

____________________
Kartę na pewno poprawię.
Na zdjęciu Jennifer Lawrence ♥

Film promocyjny


piątek, 8 listopada 2013

więcej

historia
obecnie
charakter
wygląd


historia
Chanelle Faith Snowdon to córka hollywoodzkiej aktorki francuskiego pochodzenia Beatrice Benoit i amerykańskiego reżysera Adama Snowdona. Przyszła na świat szesnastego stycznia tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego czwartego roku w burzliwą, zimową noc w jednym z renomowanych szpitali w Los Angeles. Lata swojego dzieciństwa spędziła w rodzinnej willi, najczęściej zapełnionej jedynie przez służbę składającą się z kilku sprzątaczek, kucharek, lokaja i osobistej opiekunki. Od najmłodszych lat miała do czynienia z hollywoodzkim światkiem, fotoreporterami i blaskiem fleszy aparatu. Początkowo Beatrice i Adam starali się ją chronić od tego typu doświadczeń, lecz było to wręcz niemożliwe. Zasłanianie jej twarzy było bezcelowe, bo prędzej czy później któryś z fotografów zdołał uchwycić dziecięcą buzię. 
Podczas gdy większość dziewczynek w jej wieku chodziła do szkoły i spotykała się z koleżankami, ona do południa uczyła się na prywatnych lekcjach, a następnie wyjeżdżała na plany filmowe wraz z którymś z rodziców. Ponadto uczęszczała na dodatkowe zajęcia aktorstwa, co szczerze powiedziawszy sprawiało jej ogromną frajdę i wszystko wskazywało na to, iż wda się w mamę.
Przez długi okres czasu Nelle nie zdawała sobie sprawy ze swojego daru. Jako dziecko przesyłała swoje uczucia właśnie dzięki telepatii, to był jej indywidualny sposób wyrażania emocji. Zamiast płaczu wysyłała do umysłu matki bądź ojca impuls, dając im tym samym do zrozumienia, iż coś jest nie tak. W późniejszym wieku nie kontrolowała myśli, jakie wywoływała u drugiej osoby, co często bywało dla niej niekorzystne. Dopiero jako nastolatka powoli zaczynała rozumieć, że jest inna od swoich rówieśników. Najprawdopodobniej ta świadomość uchroniła ją od stania się ofiarą sławy - nie zatraciła się w bogactwach rodziców, nie stała się zadufaną w sobie egoistką. Chanelle zamknęła się w sobie, próbując ujarzmić swój dar, który w tamtych czasach wydawał jej się przekleństwem. Próby rozmowy z rodzicami zawsze kończyły się ucięciem tematu i tak naprawdę zadziałały dopiero myśli, przekazywane mentalnie. Nelle nie potrafiła dłużej tego ignorować, czuła jak moc rośnie w niej z dnia na dzień. 
Dziewczyna nigdy nie dowiedziała się, po którym z rodziców odziedziczyła zdolność telepatii, gdyż żadne nie chciało się przyznać do bycia dziwolągiem. Ona jednak nie potrafiła tego ukrywać, pragnęła rozwinąć tę zdolność, by móc nad nią swobodnie panować. Tak właśnie znalazła się w Akademii w Annapolis, gdzie od szesnastego roku życia uczyła się pod okiem swojego mentora. 

obecnie
Po ukończeniu dwudziestego pierwszego roku życia zaczęła studiować literaturę, jednocześnie wpadając od czasu do czasu do Akademii. Ze szkołą wiązała ją silna więź i to ona spowodowała, iż we wrześniu wróciła, aby podjąć się pracy mentora telepatii. 
Kobieta jest osobą rozpoznawalną, zdarza się, że jej zdjęcie trafia do gazety lub plotkarskiego portalu w internecie. Jako dziecko wystąpiła w kilku filmach, obecnie ponownie interesuje się tą dziedziną sztuki i zastanawia się nad podjęciem roli w jakiejś produkcji.
Mieszka w starej kamienicy, niedaleko centrum Annapolis wraz z przyjaciółką Fridą i kocurem Ombre. Często można ją spotkać w bibliotekach i księgarniach oraz kawiarniach, w weekendy w pubach, a od czasu do czasu nawet w jakimś klubie.

charakter
Chanelle jest osobą pełną pozytywnego nastawienia. Jest ambitna i angażuje się w każdy projekt, który choć trochę ją zaciekawi. Uwielbia działać, nie lubi marnować czasu na leżenie i gapienie się w sufit. Nelle kocha być w centrum uwagi, często mówi zbyt wiele, zbyt głośno i zbyt szybko. Nie ma problemów z zawieraniem nowych znajomości, jest otwarta na świat.
Niestety, po starym życiu pozostało jej przyzwyczajenie do luksusów czy drogich ciuchów. Lubi dobrze wyglądać, gdyż wtedy czuje się lepiej, co bywa źle odbierane. 
Lubi kusić, choć nie do końca zdaje sobie z tego sprawę i wiele jej zachowań jest automatycznych, nieprzemyślanych.

wygląd
Nelle to kobieta niepospolita, o urodzie, która przyciąga wzrok. Sama zdaje się tego nie zauważać, lecz idąc ulicą ciągnie się za nią sznur spojrzeń. Metr siedemdziesiąt pięć, szczupła budowa, którą zawdzięcza nie tylko genom, jak i codziennemu bieganiu. Czarne włosy zwykle są rozpuszczone i swobodnie opadają na ramiona, zaś jasno-zielone oczy pełne są ciepła. 
Snowdon lubi podkreślać swoje atuty, przez co często zakłada buty na szpilce, sukienki czy spódniczki. Tego typu modę wyniosła z domu, gdzie jej matka zawsze wyglądała kobieco i olśniewająco, i tego samego uczyła swoją córkę. Oczywiście zdarza się, iż wyskoczy gdzieś w zwykłych jeansach i swetrze. 
Na co dzień Chanelle stawia na delikatny makijaż, choć często nie może się powstrzymać i podkreśla usta czerwoną szminką.

powrót do karty