Nienawidzi tego kraju. Nienawidzi
dzieciaków i kobiet, które mylą szmaty z czymś, co teoretycznie powinno
zakrywać fragmenty ich ciał. Nienawidzi braku uprzejmego okazywania szacunku i
niekiwania głową znajomym. Nienawidzi, gdy jakaś kobieta chce być cholernie
niezależna i denerwuje się, kiedy otwiera się jej drzwi. Nienawidzi, gdy inna
kobieta otwieranie drzwi bierze za zaproszenie na kolacje. Nie lubi, gdy ktoś
odzywa się tylko po to, żeby mówić. Słowa są cenne, jego czas cenniejszy,
dlaczego nie można pomilczeć?
Nienawidzi jedzenia tylko po to,
by zaspokoić głód. Nienawidzi czekania, żeby przejść na drugą stronę ulicy.
Nienawidzi znajdować na drzwiach księgarni tabliczkę z napisem zamknięte. Nienawidzi ludzi
zdesperowanych. Nienawidzi ludzi, którzy nie mają nic interesującego do
powiedzenia.
Cuchnie albo papierosami albo
przyprawami, których używał w kuchni. Cała restauracja pachnie coraz to
nowszymi i dziwniejszymi mieszankami, które najczęściej sprowadza z Azji –
wielokrotnie na granicy brano go za przemytnika narkotyków, chociaż miał ze sobą
tylko (aż?) idealną przyprawę do kaczki.
Nie lubi wykorzystywać swojego
talentu w celach ewidentnie
przyziemnych. Lubi czuć ból stóp, kiedy przedziera się przez całe miasto, ażeby
trafić do swojego zapuszczonego, ale przytulnego, domu, stojącego w miejscu,
gdzie nie ma już żadnej latarni miejskiej. Na obsesję na punkcie książek
kucharskich z całego świata i z każdej epoki. Zapłaci za nie każdą cenę. Udaje, że nie zauważa braku miejsca na
półkach. Książki leżą nawet w przedpokoju, w korytarzu, przed wanną, jako taborecik
na butelkę wina.
Marcus Atkins. 33 lata. W miasteczku od czterech
lat, od trzech mentor teleportacji. Człowiek stateczny, ale szybko ulegający
wszelkim wzburzeniom i małomiasteczkowym pomówieniom (jego osoby, on plotek nie
śledzi). Dyskretny, ale potrafiący wykorzystać wszystko na swoją korzyść. Najbardziej
pożądany samotny kawaler w miasteczku.
Właściciel kota – chociaż mówi się, że bardziej męskimi zwierzętami są
psy. Albo rybki. Zbyt staroświecki, chociaż czasami bywa tylko zwykłym
cynikiem.
Dwie osoby, które dowiedziały się o jego talencie, zaginęły w dziwnych
okolicznościach. Kiedyś, kiedy mieszkał jeszcze w ojczystym Londynie,
przesłuchiwano go w sprawie brutalnego morderstwa. Nigdy nic mu nie
udowodniono, ale z jakiegoś powodu uciekł do tego potwornego i śmierdzącego
niezależnością kraju.
[witam w imieniu administracji i życzę dobrej zabawy ;)]
OdpowiedzUsuń[TOMASZEK! <3! Przepraszam.. Uwielbiam xD! Cześć! :)]
OdpowiedzUsuńDavid
[ Witam :D Jeśli jest chęć zapraszam pod kartę Cory ^^]
OdpowiedzUsuń[Cześć :)) Jakoś tak ładnie ci karta wyszła :D]
OdpowiedzUsuńJune
[ Wydaję mi się, że skoro są mentorami powinni się znać, ale bierzemy się za coś więcej czy samą znajomość?;>]
OdpowiedzUsuń[Miałam zamysł na to, żeby pisała kryminały, żadne romansidła czy flaki z olejem o nastolatkach :D I wiersze. O tak, wiersze jak najbardziej ona pisze.]
OdpowiedzUsuńjune
[O jak najbardziej :)) To możemy uznać, że w jej przypadku będzie tak samo uważać, a ona za wszelką cenę chciałaby mu pokazać, że ona jest inna?]
OdpowiedzUsuńjune
[ No nie wiem, nie chcę się zbytnio narzucać z jakimś powiązaniem więc powiedz mi na co jesteś otwarta :D]
OdpowiedzUsuń[No top możemy zrobić tak, że M przyjdzie do księgarni odebrać książki, ale wyniknie jakoś tak, że się pokłócą, czy coś. Chyba że masz inny pomysł :))]
OdpowiedzUsuńjune
[Tak, muszę to napisać: TOM <3 A teraz wdech, wydech i... Cześć! :D A emigranci są fajni! Zresztą, jakoś mnie ostatnio naszła ochota na postać narodowości rosyjskiej, mają genialne imiona i nazwiska.
OdpowiedzUsuńW każdym razie, wącić chcę bardzo mocno. Ustalamy jakieś powiązania czy zaczynamy wszystko od nowa? A może masz już jakieś pomysły na zbyciu? ;)]
Sonya
[Oboje lubią książki. Z tym, że Sonya raczej powieści, a nie książki kucharskie, jednak któregoś razu po taką może się do księgarni wybrać. Powiedzmy, że będzie musiała zrobić obiad dla rodziny i gości, a że kucharka z niej marna, będzie szukała pomocy w książkach kucharskich, na których oczywiście się nie zna. Jednak jako, że natrafi tam na Marcusa, którego wcześniej mogła w księgarni często spotykać, może poprosić go o pomoc. Co ty na to? :)]
OdpowiedzUsuńSonya
[ Wpadłam na głupi pomysł XD ]
OdpowiedzUsuńCora
[Okej, no to czekam. Oczywiście mogę zacząć c:]
OdpowiedzUsuńjune
[A ona taka niepewna i nieśmiała, bo to Sonya ;) I zacznij, będę wdzięczna! :D]
OdpowiedzUsuńSonya
[ Ostrzegałam, że to głupi pomysł! Cora jako, że jest typowym sukkubem z zaburzeniami związanymi przez brak miłości matki często szuka miłości w innych miejscach. Pomyślałam, że można ich wdać w lekki chwilowy romansik. Nie musi być seksu czy coś. Po prostu lubią się, lubią spędzać ze sobą czas czasem nawet milcząc. Podoba mi się to, że jest cyniczny. Mężczyzna jak ukazany w taki sposób, że człowiekowi aż mordka się cieszy. Ale mogą po jakimś krótkim czasie stwierdzić, że to nie to czy coś. ]
OdpowiedzUsuńCora
[ Dla mnie można zacząć nawet i od początku. Mam nawet taki pomysł, że poznają się w dzień nauczyciela ! Cora jako osóbka z ładnym głosikiem zostanie poproszona o zaśpiewanie piosenki na początku tej ich imprezy. I wtedy mogą się jakoś dostrzec. Pannę Bright zaintryguje jego styl bycia a go coś tam innego. Żeby było zabawniej kiedy ich znajomość się rozkręci to kolega może mu powiedzieć aby na nią uważał bo to sukkub :D]
OdpowiedzUsuńpanna Bright
[ Dała, pomysł, Ty zacznij. Ja tu muszę obmyślać taktykę Cory jak ona się będzie się w stosunku do niego zachowywać :D]
OdpowiedzUsuńBright
[ wynagrodzę to ładnymi odpisami i zwrotami akcji w wątkach ! ]
OdpowiedzUsuń[ możesz trzymać mnie za słowo :D]
OdpowiedzUsuń[O, według mnie to świetny pomysł :)) Zacznę albo późnym wieczorem, albo dopiero jutro :))]
OdpowiedzUsuńjune
Pamiętała to święto za czasów kiedy chodziła do normalnej szkoły. Wszyscy uczniowie cieszyli się tylko dlatego, że mieli wolne od szkoły. Nauczyciele chodzili dumni niczym pawie mając nadzieję, że zamiast głupich kwiatków dostaną coś ciekawszego. Nauczycielki szły do fryzjera i stroiły się jak na rewię mody, może chciał pokazać wyższość nad biednymi uczniami w mundurkach. Ale mimo wszystko angielską szkołę wspomina bardzo dobrze, w końcu to jej dzieciństwo. Szkoła była udekorowana a dzień był wolny od zajęć. To chyba było najlepsze z tego wszystkiego i dlatego uczniowie tak chętnie brali w tym udział. W tej szkole niby wszystko wyglądało tak samo. No może pomijając fakt, że była to szkoła dla ludzi ze zdolnościami. Nie byli normalnymi uczniami z przedmieść. Ale Cora przyzwyczaiła się, że jej życie nigdy nie było normalne. Również nie rozumiała tego jak ludzie nagle tego dnia stawali się dla siebie życzliwi. Mówili komplementy nauczycielom, których nienawidzą a głupie apele miałby być nagrodą za ich ciężką pracę. A czy lekarz ma dzień lekarza i dostaje prezenty od swoich pacjentów? Odpowiedź jest prosta - nie. W takim razie im się to należało?
OdpowiedzUsuńPanna Bright została zaangażowana w tą szopkę. Ale jak to na nią przystało nigdy nie było to bezinteresowne. Umówiła się z dyrektorem, że w zamian za ten występ będzie mogła wziąć dwie przepustki na weekend kiedy chce. Całe szczęście się zgodził a już miała wątpliwości, że to się nie uda. Ale nie wystroiła się tak jak wszyscy uczniowie. Przyszła ubrana w czarne spodnie oraz bluzkę koszulową w czarno-białe paski. Jej długie ciemnobrązowe włosy były rozpuszczone. Makijaż taki jak zwykle, wymalowane rzęsy i ciemna szminka. Urodę jak to mawiała niestety odziedziczyła po matce. Była dość prowokująca co wcale jej nie odpowiadało. Miała prowokujące rysy twarzy no i jak na kobietę przystało szerokie biodra.
Pojawiła się w sali na ostatnią chwilę to, że zaczynała to już inna sprawa. Przeszła pewnym krokiem przez parkiet i weszła po bocznych schodkach na scenę. Słysząc ostatnie przemówienie miała lekki odruch wymiotny.
- A oto przed państwem Cora Bright. Uczennica ostatniej klasy, która wykona utwór pod tytułem Shut your eyes .
Na sali rozległy się oklaski, jakby kogokolwiek to obchodziło. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z dyrektorem i już po chwili stała na scenie przy statywie. Musiała go sobie nieco podwyższyć bo niestety jak na kobietę była wysoka. W tle zaczęła lecieć muzyka a po chwili można było również usłyszeć śpiew panny Bright. Widać było po niej, że raczej ma to gdzieś ale jak obiecała to zrobiła. I tu można dostrzec kolejną cechę po jej matce, której tak nienawidziła - głos. Był dosyć niski jak na kobiecy. Ale w sumie wolała to niż piszczeć jak te zabaweczki dla psów. Gdy skończyła nawet się nie ukłoniła. Po prostu zeszła po schodach, wyminęła mężczyznę i wyszła z głównej sali. Usiadła sobie na schodach. Nie miała zamiaru brać udziału w tym wszystkim. Czuła, że mogłoby się już kolejny raz dziś zebrać na wymioty.
Ona nie miała wolnego wyboru. Nie mogła sobie przyjść i powiedzieć śpiewam to. Szła na układ, jakieś ustępstwa musiały byś. Całe szczęście udało jej się załatwić aby nie śpiewała jakiegoś popowego gówna czego by nie zniosła. Wolałaby walić głową w ścianę niż zaśpiewać coś tej kobitki co Montatnę grała. Co jak co ale jeszcze tak nisko nie upadła i nie miała zamiaru upaść. Myślami była gdzie indziej. Myślała o swojej pracy, która była tak miłą odskocznią od tego wszystkiego. Miała ochotę rzucić to wszystko w cholerę i zacząć żyć normalnie. Ale tu pojawiał się pewien problem - nie była normalna. Nigdy nie miała pewności czy ktoś ją lubi tak po prostu czy jest dla niej miły bo go dotknęła i pomyślała jakby to fajnie było poprowadzić sobie miłą rozmowę. To był chyba główny powód jej zachowania i arogancji. Nigdy nie potrafiła panować nad emocjami, a teraz miała taką możliwość. Gdy ktoś czuł się zmieszany, wystarczyło go dotknąć.. Niestety wracając do tej głupiej sytuacji dyrektor nie dał się nabrać.
OdpowiedzUsuńKiedy usłyszała głos spojrzała na mężczyznę swoimi piwnymi oczyma. Pojawił się cholera wie skąd i cholera wiedziała czego on uczy.
- Niestety nie miałam wiele do gadania. - powiedziała tylko. Nie była najlepszym towarzyszem do rozmowy. Jeśli nie używała mocy odstraszała ludzi po kilku minutach konwersacji.
Wystarczyła chwila obserwacji aby stwierdzić jaki mężczyzna jest. A raczej po prostu po emocjach, które od niego biły. Był zniesmaczony, było to widać na pierwszy rzut oka. Był starszy dlatego zapewne miał inne podejście do tego wszystkiego. Może nie była jedyną osobą w szkole, która nie cieszyła się z okazji tego dnia? Nadal myślała o tym co mężczyzna może w tym momencie czuć.
Ale jej wzrok nie pozostał na nim zbyt długo. Spojrzała w stronę otwartych drzwi i dostrzegła na scenie pięć tańczących dziewczyn, które trzęsły swoimi grubymi zadkami w krótkich spodenkach. Dobrze, że ona nie tańczyła. Ani tego kręcenia tyłkiem, ani wkręcania żarówek czy tańca towarzyskiego. Uważała, że to nie dla niej i najpewniej się czuje gdy nie macha przeszczepami na prawo i lewo jakby odganiała od siebie osy.
Kiedy kiwnął do niej głową od razu odruchowo zrobiła to samo, nie wiedząc czemu. I jak to Cora znów na chwilę się wyłączyła ale nagle do jej nozdrzy doszedł zapach dymu nikotynowego. Jej spojrzenie znów powędrowało w kierunku nauczyciela. Sama osobiście nie paliła, może czasem popalała ale dym nikotynowy aż tak strasznie jej nie przeszkadzał. Może dlatego, że jej kochana matka paliła z dobrą paczkę dziennie. Popielniczki napełniały się w takim tempie, że trudno było je opróżniać.
Na sali nagle nastała cisza. Jakieś klasy zaczęły składać poszczególnym nauczycielom życzenia. Dziewczyna uniosła lekko brew i zaśmiała się cicho pod nosem. Każdy nauczyciel dziękował z osobna, a kilka kobiet nawet się popłakało. Kolejne życzenia, bezsensowne gadanie ale rozległy się słowa:
- Panie Atkins zapraszamy! - chwila ciszy i szmery - Panie Atkins?
- Chyba pana wołają. - powiedziała tylko.
[Więc będzie ciekawie, hyhy.]
OdpowiedzUsuń[Ostrzegam, że piszę z telefonu. Prąd padł niestety. Jak dobrze mieć telefon i wykupiony internet. Ale zwracam uwagę na to, że ten komentarz może być okropniejszy niż powszedni]
OdpowiedzUsuńCora całe szczęście nie posiadała żadnych nałogów. Potrafiła sobie po prostu powiedzieć to nie jest potrzebne mi do zycia. Nie zaczęła hak większość młodych ludzi palić papierosów w wieku dwunastu lat. Szczerze powiedziawszy alkohol pierwszy raz w życiu miała dzień przed swoimi osiemnastymi urodzinami. Nigdy specjalnie jej nie smakował, no chyba, że pod uwagę bierzemy słodkie czerwone wino. To była jeszcze w stanie wypić. Narkotyków nigdy nie brała i nie miała zamiaru. Nie było jej to potrzebne do zycia. W ogóle do życia podchodzila inaczej niż osoby w jej wieku a nawet młodsze. Nie ubierala się za skąpo, nie uprawiała seksu. Ba ona cały czas jest jeszcze dziewica!
Słysząc jego słowa a raczej rozkaz uniosła lekko brew. Siedziała z tym papierosem jak głupia a jej głowę zaprzatala nyslu 'boże ale będzie smierdziec mi ręką'. Kiedy połowa jego papierosa zdążyła się spalić mężczyzna pojawił się na horyzoncie. Wyciągnęła w jego kierunku rękę z papierosem. Ostatnio miała gorsze dni i miała nadzieję, że jej leży tym nie dotknie albo coś bo ostatnio dziewczyna, która to zrobiła popadła w furie. Jej zły nastrój mógł być zwiazany z tym, że zbliżały się święta
Cora
[O, jaki on fajny c: Aż chcę wątek, o ! Tylko jakieś pomysły? I cześć, witam]
OdpowiedzUsuńMeredith
Nie wiedząc czemu jej myśli zeszły na temat książki, którą ostatnio czytała. Opowiadała o życiu młodej kobiety, która jako studentka wyprowadziła się do innego miasta, stolicy. Tam z koleżankami chodziła na imprezy i poznała mężczyznę, który ją oczarował. Zaczęła się z nim spotykać, mieszkać. Wszystko było jak w bajce. Drogie prezenty, przystojny facet.. Potem do ich życia wkradły się narkotyki i niechciana ciąża. Facet odszedł, kobieta została sama z nałogiem i dzieckiem. Kiedy była na głodzie nie wytrzymała - wyrzuciła je przez okno. I pomyśleć, że to jest książka na podstawie wywiadu z tą kobietą. Na samą myśl przechodziły ją dreszcze.
OdpowiedzUsuńCzasem chciałaby nie mieć zdolności i żyć sobie normalnie tak jak kiedyś. Teraz byłaby na studiach albo by pracowała. Nie musiałaby żyć w tajemnicy, którą dzierżyła. Zdawało jej się, że przez to odpychała od siebie ludzi co było bardziej niż możliwe.
Zgasiła papierosa i wyrzuciła. No bo przecież nie będzie stała z nim jak idiotka. Czuła jak cała przesiąknęła tym dymem i nawet nie miała zamiaru wąchać swojej dłoni. Spełniła swój obowiązek grzecznej uczennicy. Czasem chciała już rzucić tą szkołę i mieć wszystko gdzieś. Przecież już opanowała swoją zdolność siedziała tu tylko dlatego, że była to ostatnia klasa. Co mieli dla niej specjalnego do zaoferowania? Dyplomik z napisem Cora Bright, ukończyła Akademię Magiczną. Jest sukkubem. Coraz częściej miała ochotę to rzucić.
Słysząc pytanie mężczyzny zerknęła na zegarek, który znajdował się na prawej ręce. Było tak, ponieważ było leworęczna. A to, że takie osoby są uzdolnione z matematyki było prawdą, ponieważ panna Bright potrafiła wykonywać działania w pamięci na bardzo dużych liczbach. Miała jeszcze dwie godziny aby być w pracy.
- Nie trzeba. Za pół godziny mam autobus do pracy. - niby trochę za wcześnie ale później była duża luka i by się spóźniła.
[ Marcus i Nelle to raczej przeciwieństwa, on bardziej staroświecki i cyniczny, ona nowoczesna i przyjazna. Zakładam, że jako mentorzy się znają i żeby nie było cukierkowo to możemy uznać, że już pierwszego dnia wyniknął między nimi jakiś konflikt i do tej pory jak się widzą to jeden drugiemu dokucza. A jak na złość mogliby dostać jakiś wspólny projekt, który muszą razem omówić i zrealizować z podopiecznymi. Tylko tyle mi przyszło do głowy, co ty na to? ]
OdpowiedzUsuńChanelle Snowdon